Ostatnie artykuły
T.Duby "Friends - Lo...
Dreadsquad "Is Back ...
Rass Tomi & Dzieciuf...
Indios Bravos "Peace...
Marika "Moje serce" ...Logowanie
Dancehall

Kiedy dwa lata temu na Jamajce na jeden z festiwali nie dojechał Beenie Man, bo zgubił paszport, na imprezie, która zgromadziła blisko 20 tysięcy ludzi, wybuchły zamieszki, a wokalista musiał tłumaczyć się z tego nawet w publicznej telewizji. Nie widzę artysty w Polsce, a nawet w Europie, który byłby w stanie wywołać takie emocje. Ale trudno się dziwić. Kiedy błąkające się po świecie dwie energie spotkają się w jednym, sprzyjającym miejscu i czasie, dochodzi do erupcji energii, o jakiej nie śnił świat. Dancehall spotkał się z Jamajką, a na tej tropikalnej wyspie doszło do sytuacji, że to muzyka w dużym stopniu rządzi wydarzeniami z innych dziedzin.
Nie zjeździłem całego świata. Nie byłem nawet na Jamajce. Ale słuchając opowieści znajomych, którzy tam byli i którym zdarzyło im się odwiedzać też inne zakątki globu, wydaje się, że nie ma innego kraju, który byłby tak podporządkowany jednemu gatunkowi muzyki. Kiedyś w sklepach, domach, czy na szkolnych przerwach słuchało się roots reggae. Teraz rządzi i dzieli dancehall. Choć na wyspie jest trochę inaczej, niż znamy to ze scen krajowych.
- Dancehall tutaj to jak muzyka pop u nas, z całymi tego konsekwencjami, z jakich sobie czasem nie zdajecie sprawy, tam, w bogatej Europie, w świecie bardzo bogatej kultury czerpiącej z dorobku całego świata i wybierającej to co najlepsze. Jeżeli masz na półce dziesiątki różnych płyt, gatunków muzycznych, nagrań z całego świata, dancehall jest świetnym dopełnieniem, czymś egzotycznym, nowym, zwłaszcza jak codziennie ściągniesz sobie dziesięć plików, z których wybierzesz sobie jeden atrakcyjny, jeżeli cały czas na imprezach dostajesz nowości, w dodatku tak odmienne od papki muzycznej z RMF. Tymczasem tutaj, kiedy słyszę „Hey Sexy Lady” czy „Just Gimme Di Light” po kilkanaście razy dziennie z radia, w autobusie, sklepie, jako melodyjkę na komórce, a potem idę na imprezę i dostaję to samo, tylko z rozjebujących słuch głośników i okraszone charczeniem MC, nagle nabieram ochoty na jakiś przyzwoity jazz, elektronikę – pisał kilka lat temu Nygus, który podróżował po Jamajce.
Podobno tam dancehall słychać zewsząd, tak jak kiedyś disco polo królowało na polskich straganach. Tyle że na Jamajce ważna jest nie tylko muzyka, ale też niemal każde słowo wypowiedziane przez muzyka. Miejscowe gazety i portale plotkarskie prześcigają się w opowieściach, jak przebiega wojna pomiędzy Movado a Vybz Kartelem oraz jakie są stosunki pomiędzy Beenie Manem, a jego byłą już żoną D’Angel. Tam hitem może się stać piosenka nagrana tydzień wcześniej, a dzieje się tak dlatego, że komentuje jakieś istotne wydarzenie albo jest ripostą na czyjś atak. Nie ma w tym finezji porównywalnej do pojedynków deejayów w latach 70., ale za to jest popularność. To dlatego Kiprich uruchomił linię ciuchów, a Vybz Kartel produkuje prezerwatywy.
Najszybszy człowiek świata, Usain Bolt, chyba nie nagrał jeszcze piosenki. Można być jednak pewnym, że jeśli do tego dojdzie, będzie to kawałek dancehallowy. Przecież z Movado współpracował już przed olimpiadą w Pekinie jego kolega z kadry, Asafa Powell. - To wielki zaszczyt być uznanym za jeden z najlepszych głosów Jamajki i być częścią tego projektu – mówił po nagraniu kawałka „On The Go (Faster Than Bullet)” sam Movado. Szczęścia jednak Asafie Powellowi nie przyniósł, bo zdominował go wspomniany Bolt, o którym zresztą zaczęto nagrywać piosenki zaraz po igrzyskach.
Jedyną popularniejszą postacią od sprintera był Barack Obama. Z piosenek o nim możnaby pewnie ułożyć płytę albo dwie. Dancehall jest bowiem nie tylko kreatorem ulicznej mody, ale też przysłuchuje się, o czym ulica mówi. „Yes, We can” stało się jednym z ulubionych powiedzeń czarnoskórej społeczności Jamajki, więc dancehallowi wokaliści szybko podchwycili temat. Było to tym łatwiejsze, że sami cieszyli się z możliwości elekcji czarnoskórego prezydenta USA.
Czy dancehall jest kolejną przemijającą modą, czy też przekleństwem jamajskiej muzyki? W końcu to muzyka, podczas której grania publiczność namawia się do układania palców w gest naśladujący broń palną, a taniec można eufemistycznie nazwać erotycznym, a dosłownie wyuzdanym i agresywnym. Zdania na temat znaczenia dancehallu i jego trwałości, w takiej ostrej jak obecna formie, są podzielone. Najlepiej chyba zapytać tych, którzy z muzyką na wyspie do czynienia mają od lat.- Nie mogę krytykować tych młodych artystów za to, co robią. Jeżeli to obrazuje ich życie i tym, czym żyją, to nie mogę tego negować. Poza tym nie tylko muzyka z Jamajki mówi o przemocy i broni. To nowe pokolenie, inne spojrzenie na otaczająca ich rzeczywistość. Tak naprawdę, jeżeli oni nie będą o tym mówić, znajdzie się ktoś, kto i tak zacznie o tym mówić – komentuje Little Roy.
- Kraj bez prawa nie jest już krajem. Potrzebne są zasady, którym ludzie są posłuszni. Na Jamajce nikt nie szanuje prawa, nie ma rządów prawa i wpłynęło to również na muzykę. Artyści mogą to nazywać wolnością, swobodą wyrazu, ale chodzi o to, w jaki sposób żyjesz. Nadchodzi czas, kiedy trzeba spojrzeć w lustro i spytać, czy to, co robię, jest dobre. Muzyka odgrywa swoją rolę, ale nie wywołuje żadnego pozytywnego skutku na społeczeństwo. Wszyscy jesteśmy istotami ludzkimi, jesteśmy braćmi, a ludzie zabijają się bez powodu. Na Jamajce spluwa kosztuje 200 jamajskich dolarów, to bardzo mało – ocenia Carlton Livingston.
- Nie możesz walczyć z młodzieżą. Młodzież to młodzież. Kiedy jesteś młody, zachowujesz się tak, a nie inaczej. Młodzi mają swój nowy, inny styl – dancehall. Nie chcę go krytykować, ale chciałbym, żeby w dancehallu było więcej rzeczy z nurtu culture – mówi z kolei Skelly z Israel Vibration.
- Widziałem całą jamajską muzykę. W momencie kiedy osiągnęła ona poziom dancehallu wydaje mi się, że wcale się nie rozwija. Co gorsze, cofa się, nie widać progresu. Dlaczego? Bo wszyscy używają jednego riddimu i układają setki tekstów pod jeden riddim, tak jakby nie potrafili stworzyć niczego nowego – mówi z kolei Derrick Morgan
W dancehallu jest jednak siła pozytywna. Nazywa się ją różnie, najczęściej conscious. Oznacza to świadomy przekaz, nawołujący do miłości, braku przemocy i tym podobnych kwestii. Jego przedstawicielami są choćby Anthony B. - Staramy się postępować wedle tego, co mówimy. Nie jesteśmy perfekcyjni, jesteśmy tylko ludźmi i czasami popełniamy błędy, czasami złe słowa padają z naszych ust, ale staramy się utrzymywać nasze założenia czystymi i dzielić się naszymi ideami – wyjaśnia Anthony B.
Inny wokalista tego odłamu, Sizzla zaznacza jednak, że w dancehallu szacunek zdobywa się w rozmaity sposób. - Na Jamajce jest inna kultura muzyczna. Na Jamajce są różne rodzaje muzyki. Masz dancehall – musisz być bezpośredni, pokazać, że jesteś silny – tłumaczy Sizzla, w którego domu znaleziono kiedyś cały arsenał broni, choć on sam konsekwentnie temu zaprzecza.
Głównym problemem jamajskiego dancehallu jest bowiem to, że artyści wydają się przejmować ludzkimi problemami tylko w piosenkach i wywiadach. Nie wydaje, aby utożsamiali się z ludźmi, do których śpiewają, bo większość z nich, gdy tylko zdobędzie popularność, od razu przenosi się do Stanów Zjednoczonych, głównie do Miami. Czy więc dancehall można uznać za gatunek pokrewny hip-hopowi, gdzie w teledyskach przewijają się marzenia muzyków o super samochodach, ciuchach i stadzie roznegliżowanych dziewczyn? Przecież tzw. gun salute czyli układanie dłoni na kształt spluwy jest wśród wielu wokalistów na porządku dziennym. Chyba tak. W końcu to muzyka jamajska dała początek rapowi.
01, 02, 06, 07, 08 – okładki czy plakaty imprez dancehallowych wskazują wyraźnie, jakich wrażeń można spodziewać się po tej muzyce.
03 – obecnie jednym z najczęściej oskarżanych o posiadanie broni na Jamajce jest Movado.
04 – z kolei dancehall spokojny reprezentuje Anthony B
05 – Derrick Morgan ocenia, że przez dancehall muzyka jamajska się nie rozwija
