Pudelek to pikuś


Jeśli myślisz, że brukowce nad Wisłą są napastliwe i pojawiają się w nich teksty, w których za grosz smaku, nie wiesz nic o muzycznej prasie. No, może niekoniecznie o prasie, ale o mediach w ogóle. Bo nasz swojski internetowy Pudelek opisujący naszych artystów mógłby ewentualnie buty czyścić swoim jamajskim odpowiednikom. Tam to dopiero jest jazda bez trzymanki, a dancehallowi nawijacze potrafią z bohatera stać się pośmiewiskiem w ciągu jednego dnia.

Załóżmy, że jakiś Jamajczyk przeczytał wszystkie plotkarskie informacje o kłopotach małżeńskich Edyty Górniak. Zakończywszy, uśmiechnąłby się tylko z politowaniem. O tym, co zrobiły dancehallowe serwisy ze związkiem Beenie Mana z D’Angel możnaby bowiem napisać kilkanaście książek.
Jeszcze trzy lata temu nie było czasopisma, które nie poświęciłoby tej burzliwej znajomości choćby jednego obszernego materiału. Małżeństwo zostało zawarte w 2006 roku i jego ceremonia zyskała szybko status imprezy roku. Na ślubie było 150 gości, a wesele kosztowało 120 tysięcy dolarów amerykańskich. Całą ceremonię opisywała ze szczegółami prasa – od potraw, poprzez ubrania młodej pary aż po słowa piosenki „Woman I Need You”, którą pan młody zaśpiewał wybrance.
Pikanterii sprawie dodawał fakt, że D’Angel była znana do wtedy głównie jako była dziewczyna największego muzycznego wroga Beenie Mana, Bounty Killera. Oliwy do ognia dolał chwilę później sam pan młody, który nie omieszkał zasugerować słabej potencji rywala, bowiem przez kilka lat związku Bounty nie doczekał z nią potomka, a Beenie załatwił to w mig.

Wojna tej dwójki odbywała się przeważnie na słowa, ale w ostatnim czasie trochę się uspokoiło. Możliwe, że obaj skupili się jednak na muzyce, bowiem notują wyraźny spadek formy i już nie należą do ścisłej czołówki wyspie. Zresztą chyba także nastroje opadły, bo Beenie już dawno rozstał się z D’Angel, a gdy jeszcze w czasie małżeństwa plotkarskie portale przyłapały go obściskującego się za sceną z jakąś nieznaną nikomu dziewczyną, już kilka tygodni po tym Barbee, bo taki pseudonim przybrała jego „przytulanka”, miała status bulwarowej gwiazdy.
- Ja i Beenie Man wywieramy wielki wpływ na Jamajczyków. Lecz jesteśmy rywalami tak jak zwykli skłóceni ze sobą ludzie. Tymczasem to zaczyna wymykać się spod kontroli, gdy nasi fani zaczynają się zwalczać. Jesteśmy muzykami, a nie żołnierzami, więc nie ciągnijmy tego konfliktu tak daleko – powiedział jakiś czas temu Bounty Killer i zdaje się, że te słowa, co rzadkie na Jamajce, zostały przekute w czyn.
Zresztą nikt na to już tak naprawdę nie zwraca uwagi. Bo dancehallowy tygiel nie znosi próżni i gdy znudził się relacjami z małżeńskiego łoża Beenie Mana, znalazł sobie nowych bohaterów – młodych, aroganckich i niesłychanie medialnych.

To oczywiście Mavado i Vybz Kartel. Ich spór rozrósł się do rozmiaru legendy i za kilkanaście lat będzie pewnie wspominany jako jedno z najważniejszych wydarzeń nowożytnego reggae.
O ile ten drugi na muzycznym rynku funkcjonował już od jakiegoś czasu, bo pisano nie tylko o jego nagraniach, ale też o zarzutach zniszczenia sprzętu elektronicznego i mebli w mieszkaniu matki jednego ze swoich dzieci czy zakończonym badaniem DNA zaprzeczaniu bycia ojcem dziecka swojej byłej dziewczyny Sheriki Todd, to Mavado wcześniej słyszało niewielu.
Prawdą jest jednak, że na muzycznym rynku jest on zaledwie czwarty rok. Bowiem w 2007 ukazał się jego debiutancki album, który przewrócił do góry nogami hierarchię nawijaczy. Konflikt zaczął się od...Beenie Mana, z którym Vybz Kartel nawiązał zbyt bliską zażyłość, choć był uważany za „załoganta” Bounty Killera. Za niewiernego zabrał się więc młody wilczek Mavado. Przy tej okazji on sam wbił się na szczyt bardzo szybko i nie zamierza z niego ustępować. W wojence z Vybz Kartelem ma o tyle ułatwione zadanie, że ten drugi zajmuje się wieloma działkami. Ostatnio zaczął choćby produkować prezerwatywy. Ogłosił nawet casting na dziewczynę reklamującą jego produkty i od razu powstało mnóstwo plotek na temat szczegółów rekrutacji.
W konflikcie między Mavado a Vybz Kartelem nakręcono nawet animowany filmik. Jest on sygnowany, tak jak poprzednie takie produkcje, przez załogę Twin Of Twins specjalizującą się w wyśmiewaniu tego typu sytuacji i posiadającej znakomite poczucie humoru.

O tym, że wyspa nie znosi próżni świadczy też fakt nieco zapomnianego konfliktu z 2003 roku, o którym dziś już mało kto pamięta. Rywalami byli Capleton i Beenie Man, a jego początek miał miejsce na jednej z imprez w USA. Podczas występu Capletona na scenę wtargnął Beenie Man i zapytał czy publika nie chce czasem, żeby ten zaczął grać nieco wcześniej, a zakończono występ „przynudzającego” bobo dreada. Ponieważ Beenie dostał wielką owację i zakończył występ swojego poprzednika przed czasem, następnego dnia na lotnisku czekała na niego grupa bobo dreadów, aby wymierzyć sprawiedliwość niepokornemu. Sprawa była opisywana w wielu mediach, a dziś pamiętają o niej tylko najstarsi fani.
Młodsi żyją tym doniesieniami na żywo i tak jak szybko one do nich docierają, tak szybko pewnie o nich zapominają. Bo fakt, że Munga został zatrzymany za posiadanie spluwy, a Sizzla za udział w strzelaninie nie owocują niczym dla muzyki. Ot, takie scenki z życia podrzędnego jamajskiego rozrabiaki, które są o tyle ciekawe, że ich bohaterami są muzycy.

Osobna historia to niekończący się konflikt między jamajskimi wokalistami, a organizacjami broniącymi praw homoseksualistów. Największe kłopoty dotąd miewał Buju Banton, o którego piosence „Boom Bye-Bye” zapomnieli fani, ale której wybaczyć mu nie mogą organizacje mniejszości seksualnych. Często jego koncertom towarzyszą protesty. - Na koncercie było dziewięćset osób, a na zewnątrz dziewięciu protestujących – bagatelizowała skalę demonstracji gejowskiej w amerykańskim miasteczku Bloomington w stanie Indiana Tracii McGregor z macierzystej wytwórni Buju.
To jednak tylko dobra mina do złej gry. Problemów bowiem nie przysparzają wokalistom manifestacje, ale odwoływane koncerty, a tego typu zdarzeń jest bardzo wiele nie tylko w przypadku Buju Bantona, ale także Beenie Mana, Bounty Killera, Elephant Mana oraz wielu innych.
- Żyjemy zgodnie z prawami Najwyższego, nie powinieneś być homoseksualistą, to jest złe. Sędzia przysięga na Biblię, a Biblia mówi: nie będziesz obcował z mężczyzną – wyjaśnia Sizzla, o którym mówiono, że podpisał deklarację, że nie będzie śpiewał piosenek atakujących gejów, ale on sam temu zaprzecza.
Sizzla zresztą już kilka lat temu nagrał piosenkę „Pump Up”, w której śpiewał o “paleniu mężczyzny, który uprawia seks z innym mężczyzną”. Niefortunnie dla niego, w tym samym czasie w londynie zamordowano geja na ulicy, więc Sizzli nie wpuszczono do Anglii na koncerty. Ten jednak nie pokajał się i oświadczył, że „nie ma za co przepraszać i że to geje powinni przepraszać Boga, ponieważ łamią Jego prawa”. Chwilę później nagrał piosenkę „No Apologies”, którą przypieczętował swoje stanowisko, a wśród fanów zdobył miano nieprzejednanego.

Oczywiście, na plotkarskich portalach internetowych i w gazetowych rubrykach opisywani są nie tylko topowi wykonawcy. Z ostatnich miesięcy z jamajskiego tygla możemy dowiedzieć się, że Makeda Marley, najmłodsza córka Boba, została zatrzymana za nielegalnie posiadane narkotyki, a I Wayne za szarpanie się na ulicy z policjantami. Bohaterami bulwarówek bywają też artyści znani raczej ze swego stosowanego stylu życia. Luciano został opisany jako niepłacący alimenty mąż i chroniący w domu przestępców obywatel, a ojciec Tarrusa Rileya, Jimmy jako brutal bijący żonę. Okazało się też, że mieszkający w Afryce Frankie Paul ma cztery żony, a uważający się za prawnuka Marcusa Garveya Devon jest oskarżony o seksualne molestowanie dwunastolatki.
Śledzony jest każdy element jamajskiej gwiazdy, ale im więcej szczegółów, tym bardziej powątpiewamy w wiarygodność takich doniesień. Co bowiem sądzić, gdy jedna z bulwarówek oblicza, że Ninjaman ma 27 dzieci z 26 kobietami, a inna podaje, że ktoś chciał otruć Capletona, więc jeździ on ze swoim kucharzem. Chyba po prostu czytać to wszystko z przymrużeniem oka i zastanawiać się, czy niektóre bzdury wymyślają sami autorzy plotkarskich rubryk, czy też dzieje się to może z inspiracji artystów, którzy później pękają ze śmiechu czytając owe rewelacje.

Plotki w komiksie
W dancehallowym światku dzieje się tyle zabawnych rzeczy, że zaczęły powstawać nawet rysunki obrazujące co bardziej charakterystyczne wydarzenia lub uwypuklające wady artystów. Oto niektóre z nich:

1. Rysunek nawiązujący do napadu na butik D’Angel w centrum, kiedy to uzbrojeni bandyci zabrali nie tylko gotówkę, ale zdarli także ubrania z manekinów.














2. Karykatura obrazująca problemy Beenie Mana, któremu odwołano koncerty w Nowej Zelandii za homofobiczne teksty piosenek.














3. Karykatura obrazująca wizyty wokalistów w jamajskich sądach (tym razem skruszony Bounty Killer).













4. Buju Banton śledzony przez agenta DEA z organizacji zwalczającej handel narkotykami.














5. I ten samu Buju już w areszcie za posiadanie 5 kilogramów kokainy, śledzi w telewizji rozdanie nagród Grammy, do której była nominowana jego płyta.














6. Sizzla odmawiający podpisanie deklaracji poszanowania prawa gejów.














7. Karykatura nawiązująca do pobicia przez Vybz Kartela swojej dziewczyny.

















Film wyśmiewający konflikt Mavado z Vybz Kartelem.



Relacja ze ślubu Beenie Man z D’Angel


Film plastelinkowy pokazujący trójkąt Beenie Man-D’Angel-Bounty Killer

Wygenerowano w sekund: 0.20
106,474 Unikalnych wizyt
Wykorzystywanie artykułów bez zgody Administracji ZABRONIONE